poniedziałek, 7 listopada 2011
5 dni
Dzisiaj mija 5 dzień mojego pobytu u rodzinki. Jak na razie jest super. Powoli przyzwyczajam sie do amerykańskich zwyczajów. Konto w banku mam już założone. Zostało mi tylko wyrobić social security number i prawko stanowe. Mam darmowe członkostwo na siłowni i w najbliższym czasie mam zamiar z niego korzystać ile wlezie. Zdjęć jak na razie nie będzie bo nie mam swojego laptopa i nie mogę wrzucić żadnych. Jak na razie korzystam z internetu przez mojego iPoda i laptopa hostki. Jak tylko kupię laptopa postaram sie wszystko nadrobić dodając pokolei posty tylko i wyłącznie ze zdjęciami. Jutro jadę z hostka i dziećmi do zoo, a pózniej na pierwsze amerykańskie zakupy. Oczywiście nie mogła mnie ominąć pierwsza choroba w USA i tak oto od sobotniej nocy jestem chora i ledwo co mówię już nie wspominając o pracy, ale jakoś daje radę, biorę leki i mam nadzieje, ze do końca tygodnia mi przejdzie bo szkoda by było zmarnować nadchodzący weekend na lezenie w łóżku. Pod koniec tygodnia postaram sie zamieścić kolejnego posta, a tymczasem ide sie szykować na moj pierwszy odcinek Gossip Girl w USA.
środa, 2 listopada 2011
Szkolenie
Dzisiaj jest przed ostatni dzien szkolenia w NY. Jutro czesc aupairek leci do swoich rodzin, po czesc przyjeżdżają rodziny. Ostatnie chwile by nacieszyć się Nowym Jorkiem i New Jersey, gdzie znajduje się mój hotel. Jutro po raz pierwszy spotkam się z rodzina. Boje się trochę bo to nie to samo co rozmawiać na skype. Szkolenie ogólnie nudne oprócz ćwiczeń z pierwszej pomocy.
Mam nadzieje, ze wszystko będzie dobrze i dogadamy się od pierwszej chwili. Prezenty już czekają w gotowości w nieco porwanym opakowaniu, ponieważ nawet owinięte w ubrania nie uniknely zderzenia z lotniskowa rzeczywistością, która dla wszelkiego rodzaju walizek jest okrutna. Oczywiście znając moje szczęście albo raczej pecha po wyjściu z samolotu porwala mi się podreczna torba. Dobrze, ze w dużej walizce mam jeszcze 7kg wolnego miejsca, wiec wszystko wpakuje do niej. Amerykańskie jedzenie mimo ogólnej opini jest nawet dobre i różnorodne. Kończę już te moje wywody bo czas iść spać. Kolejnego posta napisze już będąc u rodziny.
Mam nadzieje, ze wszystko będzie dobrze i dogadamy się od pierwszej chwili. Prezenty już czekają w gotowości w nieco porwanym opakowaniu, ponieważ nawet owinięte w ubrania nie uniknely zderzenia z lotniskowa rzeczywistością, która dla wszelkiego rodzaju walizek jest okrutna. Oczywiście znając moje szczęście albo raczej pecha po wyjściu z samolotu porwala mi się podreczna torba. Dobrze, ze w dużej walizce mam jeszcze 7kg wolnego miejsca, wiec wszystko wpakuje do niej. Amerykańskie jedzenie mimo ogólnej opini jest nawet dobre i różnorodne. Kończę już te moje wywody bo czas iść spać. Kolejnego posta napisze już będąc u rodziny.
wtorek, 25 października 2011
Zdjęcia
Tak jak obiecałam dodaję zdjęcia. Udało mi się je zrobić dzisiaj po walce z moim aparatem, ponieważ po wczorajszym popsuciu dzisiaj nagle ożył. Przepraszam za jakość zdjęć.
Kubki dla chłopców. Do środka wsadzę jeszcze słodycze i zapakuję w ozdobny papier.
Misie dla starszych dziewczynek również zapakuję w ozdobny papier.
Grzechotko-gryzak i pluszowa żabka dla najmłodszej.
Mini książka kucharska dla hostki.
Moja torba na podręczny
I torba na bagaż główny.
Hostowi kupię torcik wedlowski i tak jak inne prezenty zapakuję w ozdobny papier. Żeby nie kusiło za bardzo wszystkie słodycze kupię dopiero w piątek lub sobotę.
Kubki dla chłopców. Do środka wsadzę jeszcze słodycze i zapakuję w ozdobny papier.
Misie dla starszych dziewczynek również zapakuję w ozdobny papier.
Grzechotko-gryzak i pluszowa żabka dla najmłodszej.
Mini książka kucharska dla hostki.
Moja torba na podręczny
I torba na bagaż główny.
Hostowi kupię torcik wedlowski i tak jak inne prezenty zapakuję w ozdobny papier. Żeby nie kusiło za bardzo wszystkie słodycze kupię dopiero w piątek lub sobotę.
poniedziałek, 24 października 2011
6 dni
Do mojego wyjazdu zostało już tylko 6 dni. Prezenty kupione, ubrania do spakowania przyszykowane, projekt zrobiony do połowy. Prawie wszystkie pożegnania zaliczone, drobne zakupy porobione. Zostało mi się tylko spakować i wyruszyć w poniedziałek na lotnisko. A i wiza dotarła do mnie w nie naruszonym stanie, choć spieprzyli sprawę z dodatkowymi dokumentami bo strasznie wystają:P.
A więc mój lot wygląda tak:
31 październik
8:15 Gdańsk- 10:05 Frankfurt
13:20 Frankfurt- 16:45 Nowy Jork(czas lotu 8:25h)
Nie mogę się już doczekać kiedy wychodząc z lotniska w Nyc pomyślę, że moje marzenia właśnie się spełniają:).
Jeszcze przed wyjazdem dodam posta ze zdjęciami prezentów dla Host Family jeśli oczywiście mój najukochańszy aparat w magiczny sposób ożyje, bo ostatnimi czasy ciągle się psuje i nie chce działać nawet jak ja tego bardzo chcę. Kolejna rzecz na liście do kupienia w USA, która z dnia na dzień się powiększa. Zastanawiam się tylko skąd ja na to kasę wezmę.
A więc mój lot wygląda tak:
31 październik
8:15 Gdańsk- 10:05 Frankfurt
13:20 Frankfurt- 16:45 Nowy Jork(czas lotu 8:25h)
Nie mogę się już doczekać kiedy wychodząc z lotniska w Nyc pomyślę, że moje marzenia właśnie się spełniają:).
Jeszcze przed wyjazdem dodam posta ze zdjęciami prezentów dla Host Family jeśli oczywiście mój najukochańszy aparat w magiczny sposób ożyje, bo ostatnimi czasy ciągle się psuje i nie chce działać nawet jak ja tego bardzo chcę. Kolejna rzecz na liście do kupienia w USA, która z dnia na dzień się powiększa. Zastanawiam się tylko skąd ja na to kasę wezmę.
niedziela, 16 października 2011
Spotkanie wizowe
Piątek godz. 8:15 po rutynowej kontroli, przeczekaniu w przepięknej długiej kolejeczce, otrzymaniu numerku 20, denerwowaniu się jak przebiegnie rozmowa, wyświetla się mój numerek na tablicy. Podchodzę zestresowana do okienka i moim oczom ukazuje się pani Konsul. Krótka rozmowa zamieniła się w 15 minutowe maglowanie na wszelkie możliwe tematy związane z wyjazdem i zakończyła się odmową wizy, dopóki nie przyniosę potwierdzenia tego, że zajmowałam się dziećmi, zwrócony został mi paszport, a reszta dokumentów została zabrana i czekały na mój powrót z referencjami. Załamana i zdezorientowana lecę do biura, tam wszyscy zdziwieni, że odmówili mi wizy. Panie z agencji P. stanęły na wysokości zadania szybki wydruk referencji, liścik do pani Konsul w języku angielskim i potwierdzenie Placementu. Po kilkudziesięciu minutach kolejny maraton z biura do ambasady. Wpychanie się do kontroli z maślanymi oczami, że ja tylko donoszę dokumenty. Bez kolejeczki do stanowiska gdzie wydają numerki, aby przemiłą panią poinformować, że to ja i mam kolejne papierki. Szybkie wywołanie przez panią Konsul po nazwisku( jej wymowa była po prostu cudna, bo moje nazwisko być bardzo trudne dla obcokrajowca:):)). Szybka rozmowa po anglikańsku, pobieżne sprawdzenie referencji i chyba najbardziej oczekiwane przeze mnie słowa ostatniej godziny czyli "wiza wraz z dokumentami dotrze do Pani w ciągu 5 dni roboczych i ważna jest do listopada przyszłego roku". Szczery uśmiech na mojej twarzy i dziękuję do widzenia, nie ma mnie w ambasadzie. Kolejny maraton już ostatni do biura, potwierdzić otrzymanie wizy i krótka rozmowa przed wyjazdowa. Autobus, dworzec centralny, po drodze Empik w Złotych Tarasach i po 7h kolejny raz w pociągu tym razem do domu.
Opisałam wszystko po kolei, jak doszło do odmowy wizy i co trzeba było zrobić w tej sytuacji, ponieważ może przeczyta to kilka osób, które tak jak ja będą się o tą wizę starać i mogą mieć podobną sytuację do mojej. Nie martwić się, nie denerwować z uśmiechem na twarzy przyjąć do wiadomości odmowę i jak najszybciej zadziałać z biurem w tej sprawie. Nie musiałam umieszczać żadnej dodatkowej opłaty, tak jak pisałam zostałam przyjęta bez problemu, bez kolejki. Wizę powinnam dostać z paszportem najpóźniej do środy.
Fakt były to jedne z najgorszych trzech godzin w moim żywocie, ale przebrnęłam przez to wiem już co i jak i jak walczyć o swoje prawa i żeby się nie poddawać bo wszystko idzie załatwić dyplomatycznie bez żadnych problemów, trzeba tylko chcieć i o to zawalczyć.
Napisałam wystarczająco dużo w tym poście o moim spotkaniu wizowym. Mogę dodać tylko, że po wyjściu z ambasady po raz drugi skakałam z radości i dzwoniłam do kogo tylko się da z tą jakże wspaniałą wiadomością.:D
Dzisiaj wróciłam po dwudniowym pierwszym pożegnaniu rodzinnym. Od jutra zabieram się za Pre- Departure Orientation Project. Czekają mnie w przyszłym tygodniu kolejne pożegnania i powolne pakowanie. Muszę dokupić jeszcze kilka prezentów dla Host Family i wszystko będzie już gotowe. Oficjalnie do mojego wyjazdu zostało 14 dni. Jak ten czas szybko leci:):)
Postaram się dodać zdjęcia prezentów dla HF i projektu.
Opisałam wszystko po kolei, jak doszło do odmowy wizy i co trzeba było zrobić w tej sytuacji, ponieważ może przeczyta to kilka osób, które tak jak ja będą się o tą wizę starać i mogą mieć podobną sytuację do mojej. Nie martwić się, nie denerwować z uśmiechem na twarzy przyjąć do wiadomości odmowę i jak najszybciej zadziałać z biurem w tej sprawie. Nie musiałam umieszczać żadnej dodatkowej opłaty, tak jak pisałam zostałam przyjęta bez problemu, bez kolejki. Wizę powinnam dostać z paszportem najpóźniej do środy.
Fakt były to jedne z najgorszych trzech godzin w moim żywocie, ale przebrnęłam przez to wiem już co i jak i jak walczyć o swoje prawa i żeby się nie poddawać bo wszystko idzie załatwić dyplomatycznie bez żadnych problemów, trzeba tylko chcieć i o to zawalczyć.
Napisałam wystarczająco dużo w tym poście o moim spotkaniu wizowym. Mogę dodać tylko, że po wyjściu z ambasady po raz drugi skakałam z radości i dzwoniłam do kogo tylko się da z tą jakże wspaniałą wiadomością.:D
Dzisiaj wróciłam po dwudniowym pierwszym pożegnaniu rodzinnym. Od jutra zabieram się za Pre- Departure Orientation Project. Czekają mnie w przyszłym tygodniu kolejne pożegnania i powolne pakowanie. Muszę dokupić jeszcze kilka prezentów dla Host Family i wszystko będzie już gotowe. Oficjalnie do mojego wyjazdu zostało 14 dni. Jak ten czas szybko leci:):)
Postaram się dodać zdjęcia prezentów dla HF i projektu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




